Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 lipca 2014

{Zamówienie 004} Marcetta || "Nigdy nie pozwól mi odejść" - Scarlett Walker

Tytuł: "Nigdy nie pozwól mi odejść"
Para: Marcetta (Marco & Violetta)
Gatunek: Romans, Dramat, Pamiętnik
Przedział wiekowy: K


Dla kochanej Martyny Blanco. <3

               Zamknął za sobą mahoniowe drzwi, które pod wpływem silnego wiatru głośno trzasnęły. Zostawił ją na korytarzu samotną, stała niczym słup roniąc gorzkie łzy jedną po drugiej. Jej wargi drżały niemiłosiernie, próbując niemo wypowiedzieć jedno słowo. Zostań... Błagalnym wzrokiem wpatrywała się w drzwi z nadzieją, że zaraz wróci i już jej nie opuści. Złudne pragnienia. Podeszła bliżej okna, by móc spojrzeć na świat ze szklanej perspektywy. Dotknęła dłonią chłodnej szyby i przejechała po niej próbując schwytać krople deszczu. Po zmroku nadchodziła rzeczywistość. Zmieniało się wszystko. Wszystko oprócz jej uczuć do niego. Zatajał to tak długo i doskonale, że nie spostrzegł, kiedy zranił ich oboje. Życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Podrzuca nam kłody pod nogi, by sprawdzić naszą wytrzymałość. Kiedy zaczynamy cierpieć, los, który dotąd tylko z nas drwił śmieje się jeszcze głośniej. Wysysa z naszych ciał resztki chęci do życia. Przekształca miłość w nienawiść. Potrzebowała go bardziej, niż wcześniej, pragnęła, by wrócił i nie chciał jej zostawić. To było tylko marzenie nie do spełnienia. Odszedł, pozostawiając po sobie ogromną ranę w sercu dziewczyny. Potrafiła mu wybaczyć wszystko, nawet najgorsze przewinienie i to, że ciągle ją oszukiwał. Kochała go mimo popełnionych przez niego błędów, wad i bólu, który jej zadał. 
     Wróciła do swojego pokoju na piętrze, opadając bezwiednie na łóżko. Czuła wielki ciężar na barkach. Udźwignęła zbyt dużo, by teraz się poddać, ale nie miała siły do walki. Byli skazani na porażkę. Wszystko, co dotychczas osiągnęli przemieniło się w proch i ulotniło wraz z wiatrem. Przeminęło, choć w sercu pozostało. Zabrała z szafki nocnej pamiętnik, otwierając na pierwszej stronie. Przewinęła kilka kartek do przodu, aż wreszcie doszła do dnia dwudziestego siódmego kwietnia. Otarła łzę z polika i ucałowała jego zdjęcie. Zamknęła notes, zgasiła lampkę nocną i okryła się grubą kołdrą, próbując odpocząć choć na chwilę od niepowodzeń. 
     Zasnęła.

27.04.2015

Chciałabym, żeby on też mnie pokochał.



               - Violetta, zaczekaj! - zaczął pogoń za dziewczyną, krzycząc wniebogłosy. Uciekała, próbowała zapomnieć, ale nie potrafiła. Wiatr rozwiewał jej złote loki, zasłaniając widoczność. Przyspieszyli tempo, żadne z nich nie miało zamiaru zatrzymać się, by dać sobie choć chwilę odpoczynku. Leon powoli doganiał dziewczynę, ta jednak mimo swojej słabej kondycji nie przestawała biec. Walczyła dalej. Potknęła się; po raz pierwszy. Podniosła się, wciąż się nie zatrzymuje. Próbuje udowodnić sobie, że potrafi bez niego żyć. To jak ucieczka z zamkniętego domu bez klucza, z którego, pomimo wielkiego wysiłku, nigdy nie wyjdziesz. Powoli brakowało jej tchu, wreszcie się poddała. Wiedziała, że i tak nie da rady. W końcu i tak by ją dopadł i omamił do końca. Kiedy był już dostatecznie blisko, wyjął dłoń i chwycił Violettę za nadgarstek. Przyciągnął do siebie; stykali się ciałami, co postawiło dziewczynę w niezręcznej sytuacji. Wszelkie próby ucieczki nie miały żadnego sensu, szamotała się bez skutku. 
- Violu... Kochanie...
- Nawet tak do mnie nie mów - zaprotestowała. Nie puścił jej ani na chwilę, wręcz przyciągał jeszcze bliżej siebie. Był brutalny, tak jak nigdy. Po raz pierwszy nie poznała swojego Leona. On już nie jest jej. - Myślisz, że zrobisz maślane oczka i od tak ci wybaczę, po tym, co widziałam? Zapomnij.
- To był przypadek, przysięgam - próbował się bronić żałosnymi tłumaczeniami.
- Ja nie wierzę w przypadki, Leon. Ostrzegali mnie przed tobą, zanim pojawiłam się w Studio. Trzy stracone lata, jaka ja byłam głupia... - zaśmiała się ironicznie pod nosem, nie przestając kończyć wypowiedzi. - Nie wystarczyłam ci, co? Musiałeś szukać pocieszenia u swojej byłej, tak? Ludmiła nie jest w niczym ode mnie lepsza, rozumiesz? - z każdym nowo wypowiadanym słowem podnosiła ton głosu. Chłopak ścisnął jeszcze mocniej jej dłonie, wpatrując w oczy dziewczyny, które dosłownie mogły służyć za laser. - Trzeba było się z nią nie całować!
- Uspokój się, kicia - musnął wargami polik Violetty, wprawiając ją we wściekłość. Czuła niepohamowaną chęć do przywalenia temu bufonowi z nadętym ego, ale miała jeszcze swoją godność. Nie próbował uspokoić blondynki, wręcz na odwrót; z każdą sekundą drażnił ją jeszcze bardziej. Była na skraju wytrzymałości. Przecież do niedawna wszystko szło tak doskonale, kochali się, byli dla siebie oparciem i co najważniejsze - ufała Leonowi bezgranicznie. Dopiero teraz zrozumiała, jaki ogromny błąd popełniła. 
- Przestań mnie dotykać, bo inaczej zacznę wrzeszczeć - ostrzegła. Dosłyszał się w jej głosie nutki strachu, co tylko napędzało go do wykonywania dalszych ruchów. Nie wytrzymała. - Pomocy! Ratunku! On mnie...
     Nie dokończyła, czując jak jej policzek staje się gorący, piekł i bolał równocześnie. Sama nie wiedziała, co było gorsze. Wreszcie dał jej wolność. Dotknęła niemalże bez wyczucia czerwonego śladu na twarzy. Z bólu serca i cielesnego nie dało się wtedy uciec. Uroniła kilka słonych łez. Ale dla niego nawet nie warto.
- Ty... - nie miała zamiaru wypruwać z siebie resztek sił dla kogoś, kto okazał się najgorszym człowiekiem w jej życiu. Utykając na lewą nogę uciekła z parku, nie zważając na krzyki Leona, któremu najwyraźniej jeszcze nie znudziła się ta chora gra, w której nie miała zamiaru uczestniczyć. Kolejny pionek w zabawie. Nim spostrzegła, stała już pod drzwiami domu przyjaciela.
- Violu, co ci się stało?! - zareagował niemalże natychmiast, gdy zobaczył, w jakim stanie się znajduje. Nic nie mówiąc wtuliła się w niego, kryjąc twarz w jego ramionach. 
- Marco, obiecaj mi, że chociaż ty nigdy nie odejdziesz... że będziesz już zawsze, nie oszukasz mnie... - co chwilę przerywała, próbując zaczerpnąć powietrza do płuc, którego zaczynało brakować. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Mocniej objął dziewczynę, by dać jej poczucie bezpieczeństwa, choć na kilka marnych sekund.
- Dla ciebie zawsze będę - nie do końca był pewien swoich słów. Gdyby teraz zranił Violettę, wszystko byłoby skończone. Wtedy, tamtego dnia przyrzekł sobie, że dotrzyma obietnicy. Cholerne obiecanki.



               Otworzył swoje ociężałe podkrążone oczy, stając do pionu. Podszedł do lustra, przeglądając się w nim. Chwycił w dłoń wodę kolońską i rozpylił ją na swoim gołym torsie. Zdjął z wieszaka jedną ze swoich ulubionych koszul i starannie zapiął wszystkie guziki. Ułożył swoje rozczochrane włosy, a po chwili był gotowy na kolejny dzień zmierzania się ze światem. Opuścił swoje mieszkanie, udając się do parku na wyznaczone spotkanie. Przemierzał kolejne alejki, aż wreszcie dotarł we właściwe miejsce. Wolał nie słyszeć niczego, prócz odgłosów natury. Tylko tak potrafił się wyluzować i zrelaksować. Doszły go jednak inne głosy, niekoniecznie najprzyjemniejsze. Znał go doskonale.
- Wiedziałem, że to ty - mruknął, odwracając się do tyłu. Ujrzał swojego byłego przyjaciela, Leona, stał naprzeciw, a jego fałszywy uśmiech nie chciał zejść z twarzy. Zrobił kilka kroków w przód, nadal bacznie obserwując mężczyznę.
- Jedyne, do czego zmierzam, to pytanie. Dałeś jej spokój? - spytał z nienawiścią w głosie. Nigdy nie sądził, że staną się dla siebie aż tak obcy. Nie podejrzewał, że ich przyjaźń rozsypie się w drobny mak, tak samo, jak jego niedoszły związek z Violettą. Był tak blisko, chociaż musiał się ukrywać. To nic nie znaczyło, to nie miało prawa się zdarzyć.
- Nie ma już nas. Mnie i Violetty. Myślę, że jesteś zadowolony. A teraz daj mi spokój - odepchnął go, próbując odejść. Był już wystarczająco daleko, lecz zatrzymał się, słysząc głos Leona.
- Marco, dziękuję.
- Ależ nie ma za co - odburknął ironicznie pod nosem, uciekając z tamtego miejsca.
    


               Zapalił świece na stole w jadalni. Zgrabnym ruchem rozłożył sztućce i poprawił krzywy obrus. Wszystko było prawie gotowe. Tego wieczoru spodziewał się gościa. Zerknął na zegar ścienny, wybijał ósmą wieczorem. Z niecierpliwością czekał na przyjście dziewczyny, lecz ta nie chciała się pojawić. Juliet olała całkowicie jego zaproszenie. Usiadł na krześle, opierając łokieć o oparcie. Pochylił głowę w dół, zamykając powoli oczy. Siedział tak kwadrans, dopóki nie doszedł do jego uszu odgłos dzwonka. Wstał z miejsca i ruszył w kierunku korytarza. Zatrzymał się przy drzwiach, nie spoglądając przez wizjer. W progu stała Violetta, miała poważną minę. Zaniepokoiło go trochę jej najście, tym bardziej, że wczorajszego dnia wyszedł od niej pokłócony. Stanęła z nim twarzą w twarz, ujrzawszy gęsią skórkę przechodzącą przez całe jego ciało. Zrobiła stanowczy krok w przód, znajdując się w niebezpiecznie bliskiej odległości od niego.
- Marco, możemy porozmawiać? - spytała bezuczuciowo. Mężczyzna tylko kiwnął głową i zaprowadził ją do salonu. Panował w nim półmrok, jedynym oświetleniem były cztery świece i lampka stojąca na komodzie w rogu pokoju. Blondynka przyjrzała się dokładnie zastawie, dotykając opuszkami palców jednego z ram krzeseł.
- Czekasz na kogoś? - zachowywała się tak, jakby właśnie zdradzał ją z kimś innym. W rzeczywistości nie miała prawa nawet tak pomyśleć, przecież nic ich nie łączyło.
- Byłem umówiony z moją przyjaciółką - westchnął, nie spoglądając jej w oczy. - Nie przyszła. Zjesz ze mną? - wyskoczył nagle z propozycją. Nie mogła mu odmówić, chciała tego wieczoru wszystko naprawić. Zajęła miejsce naprzeciwko niego, nalewając sobie białego wina. Siedziała z nim trzymając go w dłoni. Tkwili w ciszy przez dłuższą chwilę, żadne z nich nie chciało jej przerwać.
- Jesteś głodna? - wstał z krzesła i podszedł do niej z tacą. Nie miała aktualnie na nic ochoty, grzecznie odmówiła i wróciła do konsumowania wina. Między dwójką trwała napięta nić, której żadne nie chciało przerwać. Oboje bali się wykonać jakikolwiek krok. Violetta stawała się coraz bardziej niecierpliwa, aż wreszcie nie wytrzymała i wybuchła, wyrzucając z siebie resztki złości.
- Marco, dlaczego mnie oszukiwałeś?! Dobrze się czułeś z tym faktem? Dawało ci to satysfakcję? - podniosła się z impetem z miejsca, upuszczając lampkę wina. Szkło potłukło się na tysiące drobnych kawałeczków, robiąc niemały huk, lecz nie zainteresowała się tym. Wrzeszczała dalej, dając wreszcie upust swym emocjom. - Bawiłeś się moimi uczuciami, co? Uwielbiasz patrzeć na moje cierpienie - przełknęła głośno ślinę, opierając dłoń o kant stołu. - Dlaczego... dlaczego to zrobiłeś? - spojrzała na niego z pretensją. Ten tylko wstał z miejsca i podbiegł do niej.
- Bo cię kocham - rzucił się na jej drobne ciało, złączając ich usta w pierwszym pocałunku, najpiękniejszym, jak i najbardziej gorzkim dotychczas. Szybko jemu uległa, gdyż wiedziała, że z nim nigdy nie wygra. Toczyła się między nimi wojna o dominację. Kto lepszy, ten dostanie wszystko, czego zapragnie. Zaczynało im brakować tchu. Na chwilę oderwali się od swoich ciał, by kilka sekund później jeszcze bardziej się do siebie zbliżyć. Całował każdy najmniejszy kawałek skóry na jej odsłoniętej szyi. Przekręciła głowę w bok, cicho stękając. Pragnęła więcej i więcej... Chwilę później znaleźli się w jego sypialni. Nie przestawali się całować, nie chcieli przerywać tej przyjemności. Oparł jej ciało o ścianę, napierając na nie cały swój ciężar. Powolnym ruchem przejechał dłonią od jej ramion aż po biodra, delikatnie kołysząc się w lewo i prawo. Byli blisko osiągnięcia swojego pragnienia, lecz złośliwie przerwał im dźwięk wibrującego telefonu mężczyzny. Skończył, zostawiając dziewczynę w osłupieniu. Zerknął na wyświetlacz smartfona i odrzucił połączenie, po czym wrócił do Violetty. Chwycił jej twarz w ręce i ucałował czule czoło.
- Przepraszam - wyszeptał do ucha. Nie miała mu tego za złe. Czuła wreszcie, że między nimi jest dobrze. Nie wszystko zostało wyjaśnione, lecz zmierzało dobrą drogą. Nie bała się zakrętów i tego, co tam spotka, kiedyś wreszcie trzeba pójść wyboistą ścieżką. Jednak jej koniec będzie piękny, wiedziała.
     Została tylko jedna kwestia.
     Leon.

09.10.2015

I znowu jest jak w niebie.



                 Gorący żar lał się z nieba. Słońce ogrzewało całą Argentynę, nie dając odsapnąć ani na chwilę. Było po siedemnastej, ale godzina nie grała tutaj największej roli. Ludzie uciekali, jakby bali się promieni słonecznych. Dlaczego? Jeżeli piękny dar natury jest obcy człowiekowi, to co z nimi? Znają się? Wiedzą kim są? Nikt jeszcze nie rozszyfrował ludzkiego umysłu. Serca głęboko ukryte, bijące w tym samym rytmie. Drżące dłonie na ramionach swych. Nastał wieczór.
     - Puść ją - rzucił pospiesznie. Stał trzy metry od nich, mężczyzna dotychczas trzymający dziewczynę popchnął ją naprzód, skazując na bolesny upadek. Przewróciła się, okaleczając kolano. Jęknęła cicho z bólu, dotykając krwi cieknącej po opuchniętej nodze. Na sam widok zemdliło ją. Marco podbiegł do Violetty, pomagając jej wstać. O własnych siłach stanęła do pionu, przewieszając dłoń za ramię chłopaka. Spojrzał z nienawiścią w stronę Leona. Krzyżując dłonie na piersi uśmiechał się niczym czarny kot, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać. Bał się o nią, mężczyzna był nieobliczalny. Violetta tylko sapała, nie mając siły na dalsze funkcjonowanie. Opadła bezsilnie pod korę najbliższego drzewa w lesie, trzymając się kurczowo za nadgarstek. Był cały posiniaczony. Nie mogła znieść widoku kłócących się Leona i Marco, lecz skazana była na cierpienie patrząc na cały cyrk. Zamykając oczy wyobrażała sobie gorszy obraz ich bitwy. Nie wygrał żaden. 
- Ona jest moja - warknął w stronę swego wroga, popychając go.
- Violetta nie jest niczyją rzeczą - zaczął bronić Marco. Ze zdwojoną siłą uderzył Leona, zadając mu cios prosto w brzuch. Nie wytrzymał. Upadł na chłodną ziemię. Bolał niemiłosiernie. Gorzej, niż dwa dni temu. Mamrotał pod nosem niezrozumiałe dla nikogo słowa, powoli podnosząc się do góry. Kiedy wreszcie stanął na nogi, bez zbędnych tłumaczeń odszedł z tamtego miejsca. Przegrał.
- Violu, chodź, pomogę ci... - rzucił się na ratunek. Chwyciła się jego dłoni, wstając. Wziął ją na ręce po tym, jak zauważył, że utyka na prawą nogę. Nie była ciężka. Zaprowadził do swojego domu, kładąc delikatnie na łóżko. Wygrzebał z szafki nocnej wodę utlenioną i bandaż. Szybko uwinął się z raną i zakażeniem. Siedziała mu na kolanach, opierając głowę o jego ramię. Czuł jej gorący oddech na swoim poliku. Jednym ruchem przeniósł rękę na szyję dziewczyny.
- Dziękuję, Marco - uśmiechnęła się, nie odkrywając swoich zębów. Wyglądała na zmęczoną. Położył ją wyżej, okrywając miękką kołdrą. Zbliżył się do jej twarzy, muskając delikatnie wargi dziewczyny. 
- Śpij spokojnie - dodał na odchodne, gasząc światło.

13.10.2015

Mój i tylko mój.



Od Autorki: Witajcie Kochani! Przepraszam Was za to coś u góry, kompletny misz-masz, masakra, tandeta, nie wiem, co jeszcze. 
Wystąpił wypadek losowy, Sarenka dziś nie mogła dodać swojego OS'a, dlatego się z nią zamieniłam. Myślę, że nie jest to problemem, a tymczasem pozdrawiam Sarę xD 
(gdyby nie ta piosenka, ten oneshot by chyba nie powstał) Może chociaż w jednym procencie się komuś spodoba. Wybacz Martynko, powinnam się wstydzić. :c No ale dobra, życie toczy się dalej, czytajcie OS'y, genialne zamówienie Zuzi, takie piękne. <3
Nie wiem, co jeszcze powiedzieć, zapraszam póki czas na konkurs! Zakładka po prawej stronie, wciąż czekamy na Wasze genialne prace, od których dech nam w piersi zamiera. 
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłych wakacji. <3
Karol. ;>

czwartek, 10 lipca 2014

{014} Dienaty || "Tracę tlen'' - Kathrina


Tytuł: ,,Tracę Tlen''
Para: Dienaty
Gatunek: Dramat, Pamiętnik, Romans, Tragedia, Psychologiczny
Przedział wiekowy: T


Dla mojej kochanej Sary.
Za to, że jesteś, że mnie wspierasz, kiedy innych nie ma.
Za to, że jesteś moją przyjaciółką, mogę Ci ufać i bardzo Cię kocham. 
Dziękuję za wszystko, co dla mnie robisz.

*****

Każdy z nasz ma w swoim życiu okres czasu w którym opanowuje go smutek. Nie ma wtedy nikogo. Owijamy się w bańkę, której nie da się przebić za wszelką cenę. Chociaż nie zdajemy sobie sprawy z tego, że gdzieś tam, jest jeszcze ktoś komu na nas zależy. Jest taka siła, która jest niewidoczna dla oka, ale przyciąga i odciąga od nas ludzi, nikt oczywiście tego nie czuje ani nie widzi. Ona po prostu jest, sama sobie. Na niektórych również nam zależy, tak bardzo, że jesteśmy nimi wręcz zaślepieni.
Niestety los często chce, dla nas źle, wtedy trafiamy na fałszywych przyjaciół, na złe osoby, które mącą nam w głowie i psują wszystko co mamy. Mieszają nam w głowie, zmuszają do wielu złych czynów. Wykorzystują, po czym zostawiają z otwartym sercem. Na tym właśnie opiera się nasz świat.
Na bólu...

*****

Jeden dzień. 24 godziny. 1440 minut. 86400 sekund. Tak niewiele, tak krótko, ale ile można przez ten czas stracić. Można kogoś skrzywdzić. Można bezlitośnie zostawić. Pogardzić nim. Dać się poddać.
Dać odejść. Świat jest niesprawiedliwy. Czasami czujemy, jakbyśmy truli się tym cholernym powietrzem. Jakbyśmy tracili tlen. Ten cenny, niezbędny do życia. Nie chcemy dopuścić do siebie tego, że możemy już nigdy nie być blisko tej osoby...

*****

Samotność.

13.04.2014r.
W zaufaniu...

Sama, ale nie samotna. Ironia losu pędzi ironię. Tęsknię za starym życiem, za rodziną. I tak nigdy nie będzie tak samo, wierząc w to, pokazuje swoją głupotę.


Tęsknota.

18.07.2014r.
Zrobić na przekór...

Zemścić się na świecie, zapomnieć o tym co było. Iść przed siebie, bez różnicy co będzie, ile dni zdołamy tak przeżyć. Tańczyć w deszczu, słuchać tylko wiatru, uciekać...


Przeszłość.

23.10.2014r.
Umieranie...

Ten moment w którym wszystko powraca, ze zdwojoną siłą. Chociaż chcemy zapomnieć, nie możemy. Nasz mózg do tego wraca. Umieram w tym świecie...


Powroty.

02.11.2014r.
Kuszenie...


Wzloty i upadki dnia codziennego. Męczy i dręczy. Wierci tak zwaną ''dziurę'' w brzuchu. Nie umiesz podjąć decyzji, psują Cię. Nie mam już pojęcia co robić z życiem.


****

Wcześniej - Styczeń 2014 roku.


Spokojnie siedziała wpatrując się bezradnie w chmury. Czekała spokojnie na ukochanego. Czas gnał jak dziki. Ukochany natomiast nie pojawiał się. Zrywała kolejne kwiaty, które kwitnęły tuż przy kocu, na którym spoczęła. Wykonywała kolejne połączenia do Diego, a jej serce biło mocniej z każdą sekundą, która wybijała na zegarze. Tik, tak, tik, tak. Zaczęła słyszeć ciche głosy w swojej głowie, niepokoiła się. Zawsze wydawało się, że tworzą idealny związek, ale chyba jej zmysły, tak jak i reszta otaczających jej ludzi miała rację. On nie był dla niej? Zimny drań, cwaniaczek chodzący w skórzanej kurtce, którego nie obchodzili inni, ale fakt, że ten drań tak bardzo na nią działał i był cholernie przystojny wygrywał. Miał przewagę nad Natalią. Jego perfumy stawały się uzależnieniem dla dziewczyny. Mogła chłonąć je całymi dniami, leżąc przytulona do jego ramienia. To było magiczne. W sumie, to była nim zaślepiona. Nie wiedziała co było tego powodem, ale tak się działo. Gdy tylko zobaczyła Hiszpana, coś w środku pękało, chciało jej się skakać ze szczęścia. Znów to robił. Pogrywał jej uczuciami.
Umiał czarować, chociaż nie był czarodziejem.
Był. A jednak nie. Był. Tworzył magię z jej delikatnych uczuć. Nadal czekała na cholerną wiadomość, która nie chciała przychodzić. Uporczywie sprawdzała, raz po razie, czy oby na pewno miała dobry zasięg.
Wszystko grało. Znów ją wystawił. Był wobec niej okrutny. Nawet nie rozumiał ile takie spotkania dla niej znaczą.
Halo? Jest tu ktokolwiek? 
Nie chciała wierzyć, że on mógłby ją notorycznie oszukiwać. Wciskać słodkie kłamstwa, później kazać tańczyć jak jej zagra. Jej myśli wirowały.
Kolejne godziny, kolejny dzień.
Znów byli umówieni, znów nie przyszedł. Zaczęły się podejrzenia. Cholerna zazdrość, która przysłaniała jej oczy i zakrywała trzeźwe myślenie nad całą sytuacją. Zbiegła po schodach na dół, o mało co nie zabijając się. Złapała kurtkę i kluczyki od samochodu po czym pośpiesznie ruszyła w stronę domu Hernandeza.
Całą drogę nie mogła się skupić. Przejechała na czerwonym świetle, o mało nie potrąciła dziecka wchodzącego na pasy. Była chodzącym kłębkiem nerwów. Chciała dowiedzieć się prawdy o chłopaku, ale jednak się jej bała. Mijała powolnie kolejne uliczki. Niemiłosierny czas. Podjeżdżając pod dom ukochanego przejrzała się jeszcze raz w lusterku, zobaczyła w swoich oczach wściekłość. Wyjęła paczkę tabletek z torebki i powoli połknęła jedną, a następnie kolejną.
Żegnaj delikatności. Witaj rzeczywistości.
Nacisnęła klamkę od drzwi domu. Wparowała szybko do środka. W kuchni zastała siedzącego Diego. Niezauważenie spojrzała na niego i przysłuchała się rozmowie, którą właśnie toczył z kimś przez telefon.
-Tak, tak. Dzisiaj wieczorem? Tylko musimy być dyskretni nikt nie może się dowiedzieć o naszym spotkaniu. Dobrze. Będę.- W tym momencie nie pozostało jej nic oprócz wbijanego noża w plecy. Całe jej ciało było rozpalone. Ledwo co trzymała się na nogach, ale musiała silnie podejść do sytuacji.
-Natalia.. Co Ty tu robisz...?- Zawahał się gdy tylko ujrzał ją w progu.
-Powinnam zadać lepiej pytanie, co to wszystko ma znaczyć. Okłamywałeś mnie przez ten cały czas i jeszcze dajesz radę patrzeć mi w oczy? Jak mogłeś. - Poczuła jak pojedyncza łza spływa po policzku. Nie dała jej jednak popłynąć przez całą twarz, tylko zgrabnie otarła.
-Słowiku, to nie tak jak myślisz. - Złapał ją za ramiona i spojrzał głęboko w oczy. Tak głęboko jakby miał w nich zobaczyć jej duszę. - I've been feeling everything, from hate to love. From love to lust, from lust to truth
I guess that's how I know you. So I hold you close to help you give it up.*- Wiedział jakie słowa nadal na nią działają. Wiedział co zrobić, aby mu wybaczyła. Gdzie dotknąć, co powiedzieć, co zrobić w danym momencie. Tak jakby miał instrukcję obsługi brunetki.
To już nie działa, kochanie.
Przypatrzył się jej ustom, przyłożył do nich palca, tak jakby kazał nie używać żadnych słów. Dotknął jej podbródka palcami i nachylił się do pięknych, pełnych ust, jednak dziewczyna oparła się urokowi.
-Nie jestem tak słaba jak inne.- Powiedziała złośliwie po czym wyrwała się z uścisku i opuściła dom, trzaskając drzwiami.
Chłopak oparł się o ścianę po czym powolnie po niej opadł. Zatopił głowę w kolanach i zaczął swoje melancholijne przemyślenia. Każde bolało coraz bardziej. Jak żyć w bezsilności? Gdy każdy kolejny dzień jest bardziej przygnębiający od poprzedniego...


****

13 Listopada 2014 rok


Światło rażące jej twarz, oczy już łzawiące od ciągłego przyglądania się nastawionej na nie lampy. Już wiedziała, że to koniec.
-Co wiesz o śmierci Diego Hernandeza z dnia 21 marca 2014 roku?- Pytała policjantka po raz setny na przesłuchaniu. Nigdy nie sądziła, że skończy aż tak marnie. Siedziała na komisariacie i była pytana o śmierć swojego byłego. 
Pierwsze oskarżenia.
-Mów!- Krzyknęła centralnie nad uchem Natalii. - Czy to Ty przecięłaś hamulce w jego samochodzie, przez co spowodował wypadek wpadając w przepaść? Mów! 
-Nic nie wiem. - Zaprzeczała wszystkiemu co się jej mówiło. 
,,Czy jest tam ktoś, bo tu coraz trudniej i trudniej oddychać...'' **
-Mów prawdę, bo zaczniemy używać drastycznych środków.
-Ale gdy ja jestem niewinna! - Krzyknęła.
-Dobrze, odprowadźcie dziewczynę. Masz dwadzieścia cztery godziny przerwy, później masz się tu stawić i spróbujemy od nowa zrobić przesłuchanie. 
Dwóch mężczyzn rozpięło kajdanki, uwalniając już czerwone ręce dziewczyny, po czym odstawili ją pod dom.
Pościg o wolność.
Zatrzasnęła drzwi po czym zamknęła je na klucz. Pobiegła do swojego pokoju, zabrała wszystkie zdjęcia, które w nim leżały. Wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę, którą podpalała powolnie fotografie. Oparzała swoje ręce raz po razie, ale czuła, że nic jej już nie może zranić, żaden ból nie był tego warty. 
Już jutro zostanie skazana, już jutro ją zabiorą. 
Była winowajczynią. 
Zemsta jest słodka, ale nie zawsze popłaca. Była nawet na pogrzebie chłopaka, ale stała z dala. Dopiero gdy wszyscy odeszli podeszła i pochyliła się nad miejscem w którym był pochowany. Zapewne jej widok był żałosny. Pragnęła ponownie odwiedzić cmentarz. Zebrała siły w sobie i wyruszyła. 
Miejsce bólu i prawdy.
Znów pochyliła się nad nagrobkiem, dokładnie jak w dniu pogrzebu. Przypomniała sobie teraz jego twarz, zapach, ciepło. Wszystko to, o czym nie pamiętała gdy była zaślepiona zemstą. 
Życie pozagrobowe. 
Nie chciała skończyć za kratami, nie oglądając tego piękna, które dzieje się na świecie. Musiała coś zrobić. Usiadła na ławce koło grobu Hernandeza, po czym wyjęła z kurtki scyzoryk. 
Jeden ślad, dwa ślady. Zawyła z bólu. 
Początek końca.
Opadła na ziemię. Straciła cały tlen z płuc. Jej ciało po kilku godzinach przybrało inny kolor. 
Inny świat.
Teraz była już po drugiej stronie. Mogła jako duch oglądać swoje ciało. Mimo wszystko nie mogła już powrócić. Ktoś stanął koło dziewczyny. Już jako cień. Podał jej niewidzialną dłoń i wspólnie ruszyli ku zachodowi słońca, po schodach do bram.
Stare uczucia ożyły na nowo, chociaż ciała były martwe.

***************************************************************
Hej kochani! Jeju, mój pierwszy One Shot, szczerze to myślałam, że się nie wyrobię Ciutkę się denerwuję, ale już po wszystkim, na szczęście :3 Mam nadzieję, że Wam się spodobał, chociaż nie był za radosny :c
Ale cóż, czasami tak w życiu bywa. Mam nadzieję, że macie wspaniałe wakacje :)) Mi lecą jakoś tak, wolno dość, w sumie to ich jeszcze nie czuję, poczuję zapewne w ostatnim tygodniu xd
Dobra, już kończę :D Mam nadzieję, że moja praca nie jest taka najgorsza i Wam się podoba <3

*Wszystko już czułem, od nienawiści do miłości, Od miłości do żądzy, od żądzy do prawdy. Chyba właśnie taką cię znam.Więc obejmę cię mocno, by pomóc ci się poddać. - Ed Sheeran -Kiss Me
**Maroon 5 ,,Harder to Breath''