Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naderico. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naderico. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 maja 2014

{001} Naderico || "O czym szumią wierzby?" - Diana

Tytuł: "O czym szumią wierzby?"
Para: Naderico ( Natalia i Federico )
Gatunek: Romans, Dramat
Przedział wiekowy: K



Edytce,
która jest moim Aniołem ;*
~ , ~



O czym szumią wierzby?
O zimie? Jesieni? Czy lecie? Nie...
One szumią o wiośnie, jaką tylko raz widziały w swoim życiu. Kiedy miała miejsce? Tak naprawdę nikt nie wie. Wiedzą tylko one, stare wierzby... I oni. Jacy oni?
On i ona, razem. Dwoje, lecz jedno. Dwa serca bijące w rytm tej samej melodii. Dwa głosy śpiewające tę samą piosenkę. Dwie pary oczu bijące tym samym blaskiem.  Dwie splecione dłonie, idealnie pasujące do siebie kształtem, jej krucha, jego silna lecz delikatna. Dwa spojrzenia wyrażające to samo uczucie. Dwa uśmiechy promienne...
Jedno. Jedna historia, która połączyła ich oboje, złączyła ich w jedno. Jedno, jedno, jedno... Nierozerwalne, nieskończone, nierozłączne... Wieczne? Miało być wieczne, ale czy było? Nic nie może przecież wiecznie trwać. A szczególnie szczęście. Jest, znika, pojawia się i znowu znika. Wiruje, tańczy, błąka się pomiędzy innymi uczuciami. Walczy, brnie do przodku, stawia czoło wszystkim przeszkodom. Są silne. Ale, czy ono gaśnie?
Przypadek? Ale czy on w ogóle istnieje? Czy cokolwiek dzieje się przypadkiem? A może to przeznaczenie? Czy ich historia zapisana była w gwiazdach? Gwiazdy. Ogromne skupiska materii. Zwykłe, zwyczajne, a może nie? Skrywają tajemnice. Niepoznane, ciekawe. Nie wiemy nic. Pustka. Tak jak przeznaczenie. Nikt go nie zna. Życie to scena, a my jesteśmy aktorami. Każdy z nas musi odegrać tu swoją rolę. Osoby, ważne i mniej ważne. Te, które zostają i te, które odchodzą. Kurtyna opada. Tik tak, tik tak, tykanie zegara. Oklaski?

Było dokładnie jak rok temu, z wyjątkiem jednego... Nie było już ich... Ona i on. Oddzielnie? Wyjechał, mógł zostać. Mógł, mógł, mógł... A jednak go nie było. Zniknął. Jak mydlana bańka, złudzenie. Rozpłynął się w powietrzu. Czy kiedykolwiek był? A może nigdy go nie było. Przejechała kciukiem po dolnej wardze. Był. Musiał być. Wiedziała to na pewno. Wciąż powracała wspomnieniami do tamtych pocałunków. Nie mogła go sobie wymyślec, nie mógł być jedynie wytworem jej wyobraźni. Czuła smak jego ust, dotyk... Ciepło. Usiadła na niewielkiej, białej ławeczce, kryjącej się w cieniu jednej z wierzb. Nie za zimno, nie za ciepło. Trochę słońca, trochę cienia. Idealnie. Prosta ze starannie wyrzeźbionym oparciem. Zwyczajna, jedna z wielu? Tak mogłoby się wydawać, z pozoru. A tak się akurat składa, że pozory bardzo często mylą. Wyjątkowa, zdecydowanie. To tutaj wszystko się zaczęło, cała ich historia...

*Tam, gdzie zaczynam opowiadać historię,
o tym jak wdzięczna może być miłość.
Słodką historię o miłości, która jest starsza niż morze.
Wyśpiewuję prawdę o miłości, którą mi przyniosła.
Tam, gdzie zaczynam...

Anomalie pogodowe.

Przychodziła tu codziennie. Latem, gdy świeciło słońce. Jego złociste promienie delikatnie ogrzewały jej twarz. Jesienią, lubiła siadać i obserwować różnokolorowe liście na drzewach. Zbierała zawsze kilka różnych okazów i układała z nich bukiet, który później chowała między kartkami jakiejś książki. No i zimą, kiedy wszystko spowite było białym, lekkim puchem. Płatki, spadające z nieba, układały się wtedy w najróżniejsze wzory. A wiosną? Wiosną...
- Przepraszam, można się dosiąść? - spojrzała w stronę, z której dochodził głos. Jego właścicielem okazał się być młody mężczyzna. Nie więcej niż dwadzieścia lat. Zawahała się przez chwilę, jednak kiwnęła potwierdzająco głową, a jej ciemne loki zakołysały się pod wpływem wykonanego ruchu. Przesunęła się w lewo, tym samym robiąc miejsce dla swojego rozmówcy. -  Jesteś stąd?
- Tak, mieszkam tu do urodzenia. - poniosła wzrok i spojrzała w jego stronę. Oczy. Brązowe i głębokie. Jak ciemna czekolada. Gorzka? Jej ulubiona. Niby gorzka, jednak słodycz. Ciemne. Ciekawe, kryjące w sobie sekrety, posiadające głębię... - A ty?
- Przejezdnie... - nigdy więcej go nie zobaczy. W sumie to dobrze, nie potrzebowała więcej znajomych. Wychodziła z założenia, że lepiej mieć kilku przyjaciół, za to zaufanych. Skąd w ogóle ta myśl? Przecież znała go jakąś minutę. Dlaczego więc pomyślała, że może odegrać w jej życiu jakąś rolę? Odegra? Była osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie, raczej trudno nawiązywała nowe znajomości. - Często tu przychodzisz?
- Codziennie, o tej samej porze... - dlaczego to powiedziała? Nie pytał kiedy tu przychodzi, tylko, czy przychodzi. Przecież to zasadnicza różnica. Dlaczego, więc miałoby go to interesować. Interesowało? Nie był stąd, więc skąd? Ciemna karnacja, ciemne włosy, ciemne oczy. Śpiewny, melodyjny głos, specyficzny lecz przyjemny dla ucha akcent...
- Włochy. - spojrzał jej w oczy, po czym obdarował brunetkę szerokim uśmiechem. Miał śliczny uśmiech. Taki serdeczny i ciepły. Tonęła w jego spojrzeniu. Gorzka słodycz jego czekoladowych oczu. Paradoks. Nie ma jej, utonęła... A jednak była. Siedziała i gapiła się na niego jak idiotka. Poczuła jak jej policzki zalewa gorący rumieniec. Blady róż? Purpura. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Jak struś, schować głowę w piasek. Mogła wstać i uciec, ale czy byłoby to odpowiednim rozwiązaniem? Nie, jeszcze bardziej by się skompromitowała. Postanowiła więc poczekać na jego ruch i udać, że wszystko jest w porządku. Strzał w dziesiątkę. - Dokładniej mówiąc Florencja, kwiat Toskanii.
- Kwiat Toskanii? - zapytała niepewnie. Nie do końca rozumiejąc znaczenie jego słów.
- Michał Anioł tak nazywał Florencję. - zaśmiał się chłopak, ale o dziwo nie wyczuła w jego śmiechu ani krzty drwiny. Niewinność. Zupełnie jak u dziecka. - Mówił, że "Italia to ogród Europy, Toskania - ogród Italii, Florencja natomiast - kwiat Toskanii. - kontynuował.
- Dlaczego? - znowu pytanie padające z jej ust. Coraz bardziej czerwona.
- Gdzie jeszcze sąsiadują ze sobą dzieła tylu mistrzów renesansu? - tak, faktycznie, gdzieś o tym czytała. Podobno stolica Toskanii zgromadziła jedną trzecią włoskich dzieł sztuki. Miasto zabytków? Nie, miasto-zabytek. Stare uliczki skąpane w gorącym słońcu słonecznej Toskanii. Gra słów. Deszcz. Chwila, co? Deszcz, maleńkie kropelki spadające z nieba, rozbijające się o jej skórę. Zimne? Nie, ciepłe. Ciepły, wiosenny deszcz. Niebo płacze. Dlaczego miałoby płakać? Przecież wszystko jest dobrze. Na razie. Coraz mocniej, padało coraz mocniej. Jednym sprawnym ruchem zerwała się z ławki i zaczęła biec w przeciwną stronę. - Federico. - usłyszała za sobą krzyk. Obróciła się na pięcie i jeszcze raz spojrzała w jego czekoladowe oczy, w których gościły tańczące ogniki.
- Natalia... - wyszeptała. Myślała, że nie usłyszy, usłyszał.
Zapamiętał.
Powtarzał.
Zachował w sercu. Na zawsze?
Zniknęli. Rozpłynęli się pośród strug siarczystego deszczu, który lał się z nieba. Błękitnego, czy szarego? Błękitnego, pokrytego szarymi chmurami, za którymi zawsze kryje się słońce. Jednak, czy się przebije? Powrócą...

~ , ~

*Wraz z pierwszym powitaniem
nadała sens mojemu pustemu światu.
Jakby nigdy nie było innej miłości, innego czasu.
Weszła do mojego życia i uczyniła je pięknym.
Wypełniła moje serce...

Słowik.

**Wszystkie moje mury są wysokie, pomalowane na niebiesko.
A ja je zdejmę, zdejmę je i otworze dla ciebie drzwi.

Wysokie, niebieskie mury otaczające królestwo jego duszy, jej niepoznane dotąd przez nikogo zakamarki. Piękny świat, wypełniony teraz muzyką. Dzięki niej. Istniał do niego tylko jeden klucz. Klucz, który posiadała tylko ona, wyłącznie ona. Nikt więcej.
Centrum. Ona znalazła się w jego centrum. Dla niej wschodziło słońce, dla niej chowało się za horyzontem. Dla niej dzień i noc nieustannie się zmieniały, wciąż tocząc walkę o panowanie nad światem. Dla niej śpiewały ptaki. Najróżniejsze melodie. Piękno. W czystej postaci. Budził się i zasypiał z myślą o niej, o jej niesfornych lokach i ciemnych oczach. O blasku, który przypominał mu blask najjaśniejszej z gwiazd. Była gwiazdą, drogowskazem, który wskazywał mu drogę pośród niezmierzonych odmętów zwanych życiem.

**I wszystko, co czuję w moim brzuchu to motyle, piękny gatunek.
Nadrabiające stracony czas, latające, sprawiające, że czuję się dobrze.

Kiedy był blisko, świat przestawał być szary, spowity we mgle. Kolory. Cała gama najróżniejszych barw, ich odcieni. Słońce. Był jej słońcem. Jej osobistym słońcem. Dawał jej ciepło, posyłał ku niej swoje własne promienie, zwane miłością.
Nie było już mgły. Tylko światło. Było silniejsze, przebijało się przez mgłę. I chociaż one toczyły razem nieustanną walkę, dzięki niemu wygrywało. Wygrywał. On był światłem. Światło pokonywało mrok i z każdym dniem coraz bardziej rozdzierało szatę ciemności, zła i obłudy świata.
Na jego widok czuła w brzuchu całe stado motyli. Malutkich i kolorowych. Przyjemne wiercenie w brzuchu. Nie uciążliwe, przyjemne.

**Chcę tylko znać Cię lepiej, znać Cię lepiej, znać Cię lepiej teraz.
Chcę Cię tylko znać, znać, znać...

Ich głosy ucichły, a jednak wciąż rozchodziły się pomiędzy drzewami. Już nie śpiewali. Szumiały wierzby, stare wierzby, które przekazywały między sobą historię. Historię miłości czystej i delikatnej, miłości nieskazitelnej. Niczym niesplamionej. Na pewno?
Idealnie pasujące, idealnie razem brzmiące, dopełniające się. Jeden rytm, jedna melodia, jeden dźwięk. Jedno.

- Uwielbiam słuchać jak śpiewasz. - ujął jej delikatną dłoń, lekko przesuwając kciukiem po zewnętrznej stronie. Przyjemne ciepło rozeszło się po całym jej ciele, tym samym wprawiając w drganie każdą jego komórkę. Tak było od mementu, w którym po raz pierwszy poczuli swój dotyk.
- Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. - posłała w jego stronę ciepły, promienny uśmiech. Teraz uśmiechała się znacznie częściej. Na początku ich znajomości była skryta, nie mówiła o sobie zbyt wiele, często unikała kontaktu wzrokowego. A teraz? Teraz coraz częściej mógł oglądać jej piękny uśmiech, coraz częściej widział te zabawne ogniki tańczące w oczach dziewczyny. Z każdym dniem dowiadywał się o niej czegoś nowego. Czegoś, co sprawiało, że ta z pozoru zwyczajna brunetka, stawała się jeszcze bliższa jego sercu. Czy to w ogóle możliwe? Często zadawał sobie to pytanie. A jednak... Kiedy była blisko niego, znikały wszystkie jego wątpliwości. Pozostawała tylko ona.
- Unico... - nie musiał tłumaczyć, doskonale znała znaczenie tego słowa. Używał go zawsze, gdy mówił o jej głosie. - Mam coś dla ciebie. Zamknij oczy. I nie podglądaj. - spojrzała na niego podejrzliwie, ale zaraz po chwili spełniła prośbę chłopaka. Chociaż znali się stosunkowo niedługo, trochę ponad pięć miesięcy, nić porozumienia, która zdążyła ich połączyć, była czymś niebywałym. Nigdy dotąd nie myślała, że na swojej drodze spotka kogoś, kto będzie w stanie tak dobrze ją zrozumieć. Kiedy miała problem, wystarczyło tylko jedno spojrzenie. Nie musiała nic mówić, on doskonale wiedział, że coś jest nie tak. Wtedy słowa były czymś zbędnym. - Jeszcze chwila. - odgarnął ciemnobrązowe loki z karku dziewczyny. Poczuła delikatne mrowienie, co sprawiło, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Już możesz je otworzyć. - powoli podniosła powieki i spojrzała w dół. Na jej szyi pojawił się wisiorek. Średniej długości łańcuszek wykonany z białego złota, na którego końcu znajdował się malutki słowik, wykonany z tego samego kruszcu. - Jest taki jak ty. Z pozoru kruchy i bezbronny. W rzeczywistości jednak kryje w sobie siłę. Siłę, która stanowi jego głos. - nie musiał długo czekać, ręce dziewczyny powędrowały wprost ku jego szyi. On natomiast oplótł ją mocno w talii. Czuł się zupełnie tak, jak gdyby trzymał w ramionach cały świat.
- Dziękuję... - wyszeptała mu wprost do ucha. Jej głos był jak cicha melodia, ta sama, którą słyszał w swoim sercu. Ich twarze się spotkały, spojrzenia skrzyżowały. Tak blisko, bliżej, coraz bliżej... Niebo. Oboje zasmakowali nieba. Było teraz w zasięgu ich rąk. Na chwilę zawędrowali do raju. Na długo? W tym momencie żadne z nich o tym nie myślało. Byli tylko oni. On i ona. Wszystko inne zniknęło, a czas zatrzymał się w miejscu. Ujął w dłonie twarz brunetki, po czym delikatnie ją od siebie odsunął.
- Kocham Cię... - wypowiedział cicho. Jednak ona słyszała. A to było dla niego najważniejsze. Oparł swoje czoło o jej i założył za jej ucho jeden z ciemnych kosmyków, który bezwiednie zabłąkał się na twarzy dziewczyny. Jeszcze raz musnął wargami jej usta.


~ , ~

*Jak długo to trwa? Czy miłość może być odmierzana w godzinach dnia?
Nie znam odpowiedzi, ale wiem, że będę jej potrzebował,
dopóki nie spłonie ta miłosna pieśń.
A ona wciąż będzie przy mnie...

Mrok.

- Jak to, wracasz do Włoch? -  z każdym kolejnym słowem, jej głos wyraźnie słabł. Wciąż jeszcze nie dopuszczała do siebie myśli, że właśnie zbliża się dzień, w którym go zabraknie. Tak bardzo się tego bała. Bała się tego, że może się obudzić, a jego już nie będzie. Jego głosu, jego oczu... One znikną razem z nim. A wszystko pozostanie tylko wspomnieniem.
- To nie zależy ode mnie. - spuścił wzrok. Tak bardzo nie chciał patrzeć jak cierpi. Bo kiedy cierpiała ona, on cierpiał razem z nią. - Poza tym to nie musi oznaczać końca. Możemy do siebie dzwonić, pisać... - ostatnia iskierka nadziei wciąż tliła się w jego ciemnych, czekoladowych oczach. - Poza tym to nie jest drugi koniec świata, możemy się widywać...
- Federico, czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? Ty będziesz w Europie, a ja zostanę tutaj. Na zupełnie innym kontynencie. Będą nas dzieliły tysiące kilometrów, ocean.. - ostatnie zdanie prawie wykrzyczała. Tak bardzo się bała, nie chciała go stracić. Ale czy istnieje jakieś inne rozwiązane? Uniosła głowę do góry i spojrzała w gwiazdy. A one? One milczały. Milczały jak grób, pozostawiając ją samą, wciąż szukającą odpowiedzi. Zagubioną, przestraszoną, zupełnie zdezorientowaną... Bezbronną.
- Natalia... - starał się przybrać spokojny ton, co w tym przypadku graniczyło z cudem. Czuł jak strach przepełnia go od środka. Bał się. Ale czego? Utraty najważniejszej osoby w swoim życiu. - ...nie przekreślaj nas. Dla mnie też nie będzie to łatwe. Nie móc oglądać Twojego uśmiechu, rumieńców, które pojawiają się na twojej twarzy zawsze, gdy coś lub ktoś wprawi cię w zakłopotanie. Ale chcę o nas walczyć, chcę spróbować. - ciągnął dalej. - A wiesz dlaczego? - podniósł wzrok i spojrzał prosto w jej oczy. Ciemne, prawie czarne, przepełnione bólem. - Bo Cię k...
- Nie mów tego! - nie pozwoliła mu dokończyć. Przygryzła delikatnie dolną wargę. - Tak będzie lepiej. Dla mnie i dla ciebie. To koniec. Żegnaj, Federico. - z pozoru kilka prostych słów, w rzeczywistości jednak tak trudnych. Widziała jak jego twarz blednie, w ułamku sekundy staje się biała, traci cały swój blask. - Jeśli naprawdę jest tak jak mówisz, nie zatrzymuj mnie...

Obróciła się na pięcie i ruszyła do przodu spokojnym, ale zdecydowanym krokiem. Nie mogła pozwolić sobie nawet na chwilę słabości, zbyt wiele by ją to kosztowało. Zbyt wiele kosztowałoby to ich oboje. Wiatr zawiał mocniej wprawiając tym samym w ruch jej brązowe loki. Przyjemny? Nie, zimny... Co więc oznaczał? Zimę... Zbliżała się wielkimi krokami. Zniknął z jej świata, więc słońce zniknęło razem z nim. Mrok i chłód - to one wdzierały się do jej serca, wypierając stamtąd nadzieję i miłość. Wszystkie te uczucia, które za sprawą chłopaka, zawitały w jej życiu, nadając mu najróżniejsze barwy. A teraz już nigdy miała ich nie zobaczyć.
On natomiast stał i patrzył jak jej drobna sylwetka rozpływa się pośród mroku, który w coraz większym stopniu spowijał Buenos Aires. Bezsilność. Jedno z najgorszych uczuć jakiego może doświadczyć człowiek. Chciał za nią pobiec i złapać ją w ramiona, ale nie mógł tego zrobić. Kochał ją, tak cholernie ją kochał, a mimo wszystko nie mógł zrobić nic, zupełnie nic. I chociaż wciąż toczył walkę z samym sobą, z góry skazany był na porażkę. Nie było rozwiązania. Teraz już jej nie widział, zniknęła za zakrętem. Stracił ją, na zawsze i bezpowrotnie. Nie było już odwrotu. To był koniec. Sześć liter, jeden wyraz, rany...
Zaczęła biec. Czuła jak jej nogi same się uginają, a gorące łzy spływają po jej rumianych policzkach. Parzyły. Brnęła do przodu, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co działo się wokół niej. Nie interesowało jej to. Mijała kolejne przecznice pogrążone w cieniu. Pragnęła jak najszybciej znaleźć się w domu. W jej głowie był tylko on. Wszystkie jej myśli krążyły wokół niego. Miliony. Faza gniewu została zakończona. A jej miejsce zajęła rozpacz. Odczuwała ból niemalże fizycznie. Był, a teraz miało go już nie być... Nigdy. Cały jej świat obrócił się w nicość. Nie istniał. Nie mógł istnieć. Bo bez niego nie istniała też ona. Nie było już nic. Tylko pustka...

~ , ~

*Wypełniła moje serce wyjątkowymi rzeczami:
anielskimi pieśniami, dzikimi wyobrażeniami.
Wypełniła moją dusze tak wielką miłością,
że gdziekolwiek pójdę, nigdy nie jestem samotny.
Z nią u boku, któż mógłby być samotny?
Sięgam po jej rękę - zawsze jest przy mnie.

...odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Pozwoliła, żeby delikatne promienie wiosennego słońca muskały jej twarz. To pozwalało jej, chociaż na chwilę, uciec od rzeczywistości. Przenieść się do zupełnie innego świata. Pozbawionego smutku i cierpienia. Świata, w którym nie musiała obawiać się, że znowu powrócą koszmary. Mogła przecież zapomnieć. Ale nie chciała. Pragnęła zachować w pamięci wszystkie wspólne chwile, które spędzili razem. Przez ten rok z nikim się nie spotykała, nie spojrzała nawet na żadnego innego chłopaka, nie potrafiła. Wciąż go kochała, wciąż myślała tylko o nim. O nikim innym. Znajdował się w jej sercu. A przecież nie można pozbyć się cząstki własnego siebie.
Cień. Coś uniemożliwiało jej dopływ promieni słonecznych. Powoli podniosła powieki, po czym kilkakrotnie zmrużyła oczy. A wtedy czas po raz kolejny stanął w miejscu, nie bacząc przy tym na konsekwencje. Cisza. Zapanowała kompletna, niczym nie zmącona cisza. Słychać było jedynie szum wierzb, ich cichy szept. Stał tuż przy niej. Nagle tysiące kilometrów zamieniło się w pół metra. Czy to naprawdę on? Czy nie był jedynie wytworem jej wyobraźni? Nie wiedziała, ale brakowało jej odwagi, by sprawdzić. Bała się. Tak cholernie bała się, że zniknie, rozpłynie się w powietrzu. Czekała na jakiś znak, jeden jedyny, chociażby najdrobniejszy.
- Można się dosiąść? - podarował jej jeden ze swoich ciepłych uśmiechów, które tak uwielbiała. Nie potrzebowała niczego więcej, ten jeden gest w zupełności jej wystarczył. Bez chwili zawahania, jednym sprawnym ruchem podniosła się z ławki, po czym rzuciła się chłopakowi na szyję.
- Wróciłeś? - musiała zapytać, potrzebowała potwierdzenia.
- Nie mógłbym nie wrócić. - ujął jej twarz dłońmi i lekko musnął jej wargi - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - wpiła się mocniej w jego usta. Po raz kolejny poczuli to przyjemne ciepło, które ogarniało całe ich ciała. Pasja, tęsknota, ale przede wszystkim miłość - pocałunek. Świat odzyskał barwy, cała paletę najróżniejszych kolorów. Po raz kolejny się odnaleźli. Dzięki miłości pokonali przeszkodę, którą los postawił na ich drodze. Teraz nie bali się niczego, ponieważ nic nie było w stanie ich rozdzielić. Ziemia stała się niebem...
A stare wierzby wciąż szumiały, przekazując historię o wiecznej miłości...

~ , ~

Witam Was moje Słoneczka ^^ Tak bardzo się za Wami stęskniłam ;) wybaczcie, że dodaję Parta tak późno, ale wcześniej się nie wyrobiłam :( Szczerze? Sama nie wiem jak wyszedł. Nie umiem pisać Partów i nie bardzo się na tym znam ^^ Mam jednak nadzieję, że chociaż w jakiejś części przypadnie Wam do gustu ;) Postaram się, żeby następne były lepsze :D
Edyś, Aniele, wiem, że Cię zawiodłam, ale chciałam, żebyś wiedziała jak bardzo Cię kocham i jak bardzo jestem Ci wdzięczna za wszystko ;* Chyba nigdy Cię się nie odwdzięczę. Dziękuję, że jesteś <3
Serdecznie zapraszam Was na One Shota Karoliny, który pojawi się już we wtorek ^^

Kocham Was,
Diana <3

* Andy Williams - Love story
** Ed Sheeran i Taylor Swift - Everything has changed